Długo nie pisałam, nie miałam weny.
Tak naprawdę to wgle od początku pisałam bzdury, i nie brałam na poważnie co piszę.
Kogo interesuje co u mnie!
Nie to miałam pisać, prawda?
Ostatnio coraz częściej zaczynam myśleć że urodziłam się w złym miejscu i o złym czasie.
Też tak macie? Nie dogaduję się z rówieśnikami, gdy mama mi opowiada jak było gdy była w moim wieku zazdroszczę jej.
Nie było telewizji i internetu, ludzie byli normalniejsi.
Nie było czegoś takiego jak hejtowanie, lajkowanie itd.
Teraz takie coś to hobby niektórych.
Co do tematu.
O co chodzi z tym "zamknięta na miłość"?
Uświadomiłam sobie że odkąd ostatni raz otworzyłam serce, moja pierwsza miłość, długo nie mołam się pozbierać.
Od tego momentu moje serce jakoś zamarło na to uczucie.
Znaczy, oczywiście kocham mamę, tatę, siostrę, brata, ale nie drugą osobę.
Nie potrafię się zakochać. To dziwne.
Wolę zamknąć się w sobie, niż otworzyć się na świat.
Nie chcę być ponownie zraniona? Może o to chodzi.
Mój mózg sam decyduje bez mojej wiedzy czy mam się otworzyć na świat, czy do końca życia leżeć w łóźku i żyć życiem innych czytając książki.
Tak jest! Mama na wakacjach aż prosi mnie żebym wyszła z domu, poszła z bratem na dyskotekę, zabawiła się, poznała nowych ludzi.
A ja zaczynam się kłócić, krzyczeć że nie mogę być jej córką wymarzoną, nie jestem typem imprezowicza, wolę zatracić się w fantastycznym życiu niż wyjść.
Nienawidzę tego u siebie!
Ktoś wie jak mogę to zwalczyć?!

